|
Każda z tych 24 kartek opowiada fragment historii pierwszych Świąt Bożego Narodzenia.
Adapted from My Wonder Studio.
0 Comments
Drzewo zostało dotknięte wichurą i upadło na twardą ziemię.
Upadło i uderzyło z hukiem o wilgotną ziemię – nigdy wcześniej nie uderzyło o nic, tylko delikatnie kołysało się na wietrze – i instynktownie wiedziało, że już nigdy nie wstanie. Drzewo płakało z bólu, smutku, gniewu i frustracji. Widziało inne drzewa, które nadal stały, i płakało. Leżało przez długi czas wśród swoich połamanych gałęzi, uśpione, jakby medytowało nad tym, co zrobić ze swoim kolosalnym ciałem. Następnie nieśmiało wypuściło kilka pędów. Pędy stały się gałązkami, które stały się konarami, wszystkie sięgające w kierunku nieba, próbując w pewnym stopniu odzyskać swoją dawną powietrzną naturę. Zrobiło, co mogło, a resztę pozostawiło czasowi. Wkrótce odkryło nowy cel. Małe dzieci wybrały je do zabawy w „konika” lub udawały, że jest zamkiem; stało się ulubionym miejscem do robienia zdjęć, placem zabaw, schronieniem. Wędrowcy i wiewiórki używali go jako mostu nad strumieniem. W ten sposób drzewo znalazło nowe życie, szczęśliwe życie – choć znacznie różniące się od tego, które znało wcześniej – i zdało sobie sprawę, że takie jest jego przeznaczenie.
Od tamtej pory padało dużo deszczu, a powalone drzewo nadal leży na ziemi, oferując swoje gałęzie. Mech pokrył rany po upadku. Z czasem stało się pięknym i ważnym elementem krajobrazu, do tego stopnia, że budowniczowie wzięli je pod uwagę podczas projektowania parku.
Od czasu do czasu drzewo wspomina i rozmyśla, dziękując za dzień, w którym los wyładował na nim swoją furię. Chociaż nigdy nie będzie już takie, jak kiedyś, ani takie jak inne drzewa, jest zadowolone, wiedząc, że znalazło swoje miejsce i rolę, a jego przyszłość leży w rękach Stwórcy. Czy może to być również wasza historia? Chociaż wasze życie zazwyczaj nie przebiega tak, jak oczekiwaliście, jego wynik może być bogatszy, głębszy i bardziej znaczący, jeśli pozwolicie Bogu wykorzystać burze tak, jak On uzna to za stosowne. Bóg osiąga największe zwycięstwa dzięki waszym pozornym porażkom.
Włożyliście kiedyś łodygę selera naciowego do wody z barwnikiem? Kiedy woda wchłaniana jest przez łodygę, seler zaczyna zmieniać kolor. Potrzeba kilku dni, aby zobaczyć zmianę. Po tym niedługim czasie, łodyga selera przyjmuje kolor wody, w której jest zanużona. Seler bardzo szybko absorbuje też wszelkie skażenia i pestycydy występujące w powietrzu, lub w glebie. Nasze dusze działają w podobny sposób. Źródło naszego pokarmu, informacje, które przyjmujemy, oraz wszystko to, czego doświadczamy wpływa na nas, lepiej lub gorzej. Jesteśmy nieustannnie zalewani informacjami—przez internet, filmy, muzykę, książki, oraz oczywiście za pośrednictwem ludzi, z którymi mamy kontakt. Ale to w jaki sposób to wszystko na nas wpływa nie jest tak oczywiste jak w przypadku wpływu barwionej wody na seler. Niektóre rzeczy wydają się być nieszkodliwe, a nawet dobre, ale ostatecznie mogą mieć negatywny wpływ. Inne rzeczy mogą być przyjemne i nieszkodliwe—mogą nawet karmić nasz umysł i poszerzać nasze umiejętności i wiedzę. A jednak wciąż mogą nie dostarczać naszej duszy pożywienia, którego ona potrzebuje, aby dobrze się rozwijać.
Dlatego Jezus mówi nam, abyśmy trwali w Nim, abyśmy uczynili Go swoim źródłem. On oferuje nam wodę życia—jedyny rodzaj wody, za sprawą którego nasza dusza nie będzie spragniona. Psalm pierwszy mówi, że ci którzy mają upodobanie w Prawie i Słowie Boga są „jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną: co uczyni, pomyślnie wypada.” (Księga Psalmów 1:3)
Zasadźmy nasze korzenie przy rzekach wody żywej. Pewnego dnia pastor zaniepokoił się widokiem starszego, niechlujnie ubranego mężczyzny, który codziennie w południe wchodził do kościoła i wychodził po zaledwie kilku minutach. Zaintrygowany jego zachowaniem, zwrócił się do dozorcy z prośbą o wyjaśnienie tej tajemnicy. Kościół zawierał cenne wyposażenie, więc ostrożność była wskazana. Dozorca podszedł do staruszka i zapytał: — Co pan tu robi codziennie o tej samej porze? — Przychodzę się pomodlić — odpowiedział spokojnie mężczyzna. — Ale nigdy nie zostaje pan na długo — zauważył dozorca podejrzliwie. — To nie wygląda na prawdziwą modlitwę. Starzec uśmiechnął się łagodnie i odparł: — Widzisz, nie umiem się długo modlić. Każdego dnia o dwunastej wchodzę do kościoła, staję na chwilę i mówię: “Jezu, to Jim”. Czekam przez moment i odchodzę. Wiem, że On mnie słyszy, nawet jeśli to tylko krótkie słowa. Jakiś czas później Jim, bo tak miał na imię ów staruszek, uległ wypadkowi i trafił do szpitala. Od pierwszych dni jego obecność zaczęła odmieniać atmosferę na oddziale. Dotąd ponurzy i zgorzkniali pacjenci stawali się radośniejsi, a sale coraz częściej rozbrzmiewały śmiechem. Jim zarażał innych swoją pogodą ducha i serdecznością. Pewnego dnia pielęgniarka podeszła do niego i powiedziała: — Jim, ludzie mówią, że to ty jesteś przyczyną tej pozytywnej zmiany na oddziale. Zawsze jesteś radosny. Jak to robisz? Jim rozpromienił się i odpowiedział: — To wszystko dzięki mojemu gościowi. Każdego dnia mnie odwiedza i sprawia, że jestem szczęśliwy. — Gościowi? — zdziwiła się pielęgniarka. Wiedziała, że nikt nie przychodził do Jima w godzinach odwiedzin, bo nie miał żadnej rodziny. — O kim mówisz? Kiedy on przychodzi? — Codziennie o dwunastej — odparł Jim z błyskiem w oku. — Staje u stóp mojego łóżka, uśmiecha się i mówi: “Jim, to Jezus”. Story courtesy of Activated magazine. Used by permission. Header image designed by Freepik (man) and Vectorpocket/Freepik (background) |
Archives
November 2025
Categories
All
|
|||||||||||||||||||||





RSS Feed